Jestem dość energiczną i żywą osobą. Lubię być ciągle w ruchu, żyć intensywnie. Zawsze jestem nastawiona na tryb działania. Lubię żyć szybko, ale się nie śpieszyć. Tempo mojego życia zmusiło mnie poniekąd do sięgnięcia po lakiery hybrydowe. Z początku biegałam do kosmetyczki raz w miesiącu na pazurki, jednak z czasem skompletowałam sobie własny zestaw do robienia hybryd w domowym zaciszu.
Jak to się zaczęło?
Gdy na rynek kosmetyczny zaczęły wchodzić zestawy z lampami do domowego użytku, to byłam dość sceptycznie nastawiona. W końcu ja z kosmetyką miałam niewiele wspólnego, a moje kosmetyczne uniesienia ograniczały się do umycia twarzy i nałożenia kremu. Jednak z czasem zauważyłam, że jest to spora oszczędność zarówno pieniędzy, jak i czasu. Pod wpływem chwili (i promocji) zakupiłam w drogerii internetowej swój zestaw i zaczęłam przygodę z hybrydami.
Trudne początki
Moje początki były dość trudne. Nie będę tego ukrywać. Wyjeżdżałam na skórki, trzęsły mi się dłonie i tworzyłam nieestetyczne zacieki. Wiedziałam, że tak będzie, więc kupiłam na początku jasne odcienie lakierów. Ale z czasem zaczęłam śmigać z bardziej odważnymi kolorami, a mój manicure wyglądał co raz lepiej. Dzisiaj śmiało mogę nakładać na paznokcie taki trudny (i przecudowny zarazem) fioletowy lakier Semilac Mardi Gras, a moje skórki nie są nigdzie zalane! Biorąc pod uwagę bardzo korzystną zmianę mojego komfortu życia, wszystkim bardzo serdecznie polecam zakupienie swojego zestawu do hybryd!
